Podziel się z innymi:

Fot. Ryszard Wyszyński

W podróżach z Wałbrzycha do Świdnicy od kilku lat najczęściej wybieram Koleje Dolnośląskie. Dawniej była to trasa przez Jaworzynę Śląską, dziś coraz częściej korzystam z połączenia z przesiadką w Jedlinie-Zdroju. Gdy ktoś pyta mnie, dlaczego właśnie ta droga stała się moją ulubioną, odpowiadam, że kryje się za tym zarówno piękno samej trasy, jak i osobiste wspomnienia.

Kiedy przed laty odwiedzałem kompleks sportowo-rekreacyjny w Jedlinie-Zdroju albo bywałem na stacji w Jugowicach, trudno było uwierzyć, że linia kolejowa odzyska dawny blask. Tymczasem w 2022 roku, po bardzo szeroko zakrojonej modernizacji, została ponownie otwarta. Było to wydarzenie, które wielu mieszkańców regionu przyjęło z ogromną radością.

Podczas jednej z pierwszych podróży po rewitalizacji zwróciłem uwagę na miejsce, o którym wielokrotnie opowiadała mi mama. Chodzi o dawną stację kolejową Bystrzyca Dolna, później funkcjonującą już jedynie jako przystanek. Choć po modernizacji linii obiekt utracił swoje znaczenie, nadal przyciąga uwagę skromną, ale interesującą architekturą. Mam nadzieję, że i on doczeka się kiedyś swojej rewitalizacji. Dziś mogą go oglądać pasażerowie podróżujący jedną z najpiękniejszych tras kolejowych Dolnego Śląska — linią z Jedliny-Zdroju do Świdnicy.

Ta podróż ma dla mnie również wymiar bardzo osobisty. Mama wspominała, że właśnie tutaj, na tej stacji, rozpoczęła swoją pierwszą pracę zawodową w 1947 roku. Opowiadała też o codzienności tamtych powojennych lat. Razem z sąsiadką, jako dwie młode mężatki, ciągnęły ręczny wózek na drewnianych kołach z dwoma workami pszenicy ze Świdnicy, z okolic dzisiejszego Osiedla Młodych, aż do młyna w Burkatowie nieopodal stacji Bystrzyca Dolna, który słynął z dobrej jakości mąki. Tak wyglądało powojenne życie w tamtych czasach — pełne trudów, ale i niezwykłej zaradności.

Ryszard Wyszyński, Krystyna Smerd